Jest piękny letni dzień. Właśnie idę do biura coworkingowego i słucham muzyki, ale tym razem zamiast mojej standardowej playlisty, postanowiłam wrócić do przebojów mojego ulubionego zespołu z dzieciństwa (i z życia dorosłego także! ) – Destiny’s Child. Nagle w słuchawkach rozbrzmiewa jeden z ich kawałków – „Nasty Girl”, o którym kompletnie zapomniałam. „Nasty put some clothes on, I told ya. Don’t walk out your house without your clothes on, I told ya” – kojarzycie to? O czym ogólnie jest tekst piosenki? (Tak, tak, dziś inspiracją do artykułu nie będą ubrania, ale tekst piosenki!). O kobietach bez klasy, których sposobem na przyciągnięcie uwagi jest prowokacyjny strój i zachowanie. Ta piosenka nie tylko zawsze sprawiała, że chciało mi się tańczyć, ale bardzo ukształtowała moje spojrzenie na kobiecość. Pomyślicie, że to nonsens? Może i tak, ale jak się ma 13 lat, to właśnie gwiazdy muzyki są dla Ciebie autorytetami, a ja miałam to szczęście, że wybrałam sobie zespół, który przekazywał i reprezentował całkiem porządne wartości.

 

Początkowo, zainspirowana tą piosenką, miałam napisać posta na Facebooku, jak nie przegiąć w odsłanianiu ciała podczas wyboru stylizacji, ale w trakcie tworzenia zaczęły na mnie spływać różne inne pokrewne wątki:

  • o tym, jak się ubierać sexy, ale z klasą,
  • o tym, co sprawia, że nasza stylizacja jest nudna i jak ją trochę ożywić,
  • o tym, że „kobieta z klasą” to nie jedynie dobrze dobrane ubrania, ale przede wszystkim szacunek do siebie samej i umiejętność stawiania innym standardów.

W związku z tym, uwaga! Rozpoczynam krótki cykl artykułów „Kobieta z klasą!”

I’m a nasty girl!

Pociągnijmy temat piosenki „Nasty girl” i weźmy na tapetę przeciwieństwo kobiety z klasą, czyli kobietę… bez klasy 😉 Określenie, które przychodzi mi do głowy, a które doskonale charakteryzuje kobietę bez klasy to… „zbyt dużo”! Nie bez przyczyny największe ikony mody, najpiękniejsze kobiety świata oraz kobiety, które wszyscy prawdziwie (!) podziwiają, stosują zasadę „mniej znaczy więcej”: mniej biżuterii, mniej wzorów, mniej kolorów. Nie chodzi o to, żeby zrezygnować z biżuterii, wzorów i kolorów. Chodzi o to, żeby zachować umiar. Równowagę. Spójność. We wszystkim! Również w rozbieraniu się! I właśnie zacznijmy od równowagi w pokazywaniu naszego ciała!

Rule no 1 – eksponuj albo biust albo nogi. Nigdy naraz!

Ta reguła jest tak popularna, że chyba każda kobieta o niej wie, a mimo to niektóre z nas wciąż włączają tryb „denial”, kiedy przyjdzie wybrać się wieczorem na imprezę. Nie mając pomysłu na swój strój/pomysłu na wysublimowany sposób uwodzenia i przyciągania wzroku/ulegając presji grupy (niepotrzebne skreślić) w ruch idą bardzo krótkie, obcisłe spódniczki i sukienki, głębokie dekolty, do tego wysokie szpilki, mocny makijaż oraz intensywne perfumy. No cóż… Jako stylistka, przedstawię po prostu alternatywę dla takich prowokacyjnych strojów.

Odsłoń nogi, zakryj górę!

Masz piękne nogi? Koniecznie je pokaż! Rozbierz, nałóż balsam, ubierz w przepiękne szpilki! Ale do tego proponuję wybrać, coś co zakryje dekolt i brzuch, a rzekłabym nawet… nie będzie zbyt obcisłe. Im krótsze spodenki czy spódnica – tym luźniejsza i zakryta powinna być góra.

Odkryj dekolt, zasłoń nogi!

Chcesz ubrać bluzkę, która odsłania ramiona czy biust? Ubierz do tego dłuższą, ołówkową spódnicę czy długie spodnie.

Odkryj dekolt, odkryj nogi… dodaj stylową marynarkę!

Nie chcesz rezygnować z dekoltu, chcesz ubrać do tego krótkie spodenki, a na dodatek szpilki? Ok, ale co powiesz na długą, stylową marynarkę?

I jak dziewczyny? Lepiej? Wciąż sexy, prawda?

W następnym artykule, pokażę Wam jak „ożywić” nudny strój i jak dodać do niego pazur, tak abyście się czuły kobieco i sexy!

/Monika

Leave a comment