Idąc na ten przegląd szafy, przygotowałam się psychicznie na dużą ilość ubrań. Tym bardziej, że moja klientka, Majka, delikatnie uprzedzała, że już czeka wielki wór na ubrania „do wydania”. I chyba bardzo się nie mogła doczekać tego naszego spotkania, bo kilka dni wcześniej wysłała mi artykuł o tzw. szafie kapsułowej. Szafa kapsułowa to takie podejście do budowania garderoby, które polega na posiadaniu w szafie małej ilości ubrań. Są one jednak do siebie tak dobrane, że z łatwością można z nich tworzyć dużo modnych, fantastycznych zestawów. Ja osobiście nazywam to minimalizmem w szafie i jestem jego przeogromną zwolenniczką! Tak dużą, że jest temu poświęcony cały osobny segment podczas warsztatów modowych „Nie mam się w co ubrać”.

Ku mojemu zaskoczeniu, po zakończonym przeglądzie szafy u Majki, doszłam do wniosku, że w niektórych przypadkach szafa kapsułowa się nie sprawdzi.

Czyli że co? Że niby u Majki nie wyrzuciłam połowy szafy?

 

A no wyrzuciłam. Ale całkowicie złamałam zasadę mówiącą o tym, że potrzebujemy kilka sukienek (góra 5-6).

U Majki sukienek była niezliczona ilość. A na dodatek, większość była świetnie dobrana do jej sylwetki i typu urody (congrats, Majka!). Dlatego, zamiast upierać się przy swoim, dostosowałam się do osobowości mojej klientki – jej szafę zamieniłyśmy w sukienkowy raj! Upewniłam się jednak, że zostają tylko te sukienki, które na prawdę lubi i w których będzie chodzić. Na wszelki wypadek, oprócz worka „do wydania”, zaproponowałam Majce pudełko „zapasowe”. Znalazły się tam ubrania, które wg mnie nie były Majce potrzebne, ale ona sama miała sprawdzić, czy w kolejnych miesiącach za nimi zatęskni. Wszystkie ubrania z pudełka, po które nie sięgnie, po jakimś czasie mają trafić do worka „do wydania”.

 

Z resztą ubrań – spódnicami, spodniami, bluzami, bluzkami i dodatkami poszło „gładko”, bo podstawą garderoby stały się sukienki. Hitem okazała się też czarna skórzana spódnica za kolano, która od jakiegoś czasu leżała samotnie na półce, a na którą znalazłam kilka fajnych sposobów!

Co ciekawe, Majka większość swoich fantastycznych ciuchów (serio, byłam pod wrażeniem!) zakupiła w second-handach, na wyprzedażach albo na bazarach. I celowo o tym mówię, bo to kolejny przykład na to, że wcale nie trzeba wydawać majątku, żeby wyglądać jak kobieta z klasą. I o tą klasę nie musiałam się zupełnie martwić, bo szafa Majki była nią wypełniona po brzegi!

 

Jeśli nie wiesz, jak zrobić swój przegląd szafy lub nadzwyczajnie nie masz do tego siły – zgłoś się do nas! W ciągu kilku godzin przewietrzymy Twoją szafę, ale obiecuję, że będziesz zadowolona!

Monika

Leave a comment